23 lipca
Tym razem podróż nie rozpoczęła się od kawy, ponieważ pociąg TLK z Katowic do Jaworzna jak zwykle nie pojawił się na peronie powodując opóźnienie wyprawy. Już w Szczakowej poczułyśmy trud podjeżdżania pod górę z niegodnym hrabianek ciężkim obciążeniem (jednak jak wiadomo hrabianki biorą ze sobą w podróż WSZYSTKO). Pogoda była wielce ładna acz trochę nieodpowiednia i zbyt słoneczna na podróż rowerem. Pierwsze 30 km pokonałyśmy z zadziwiającą łatwością i w zadowalającym tempie. Problemy rozpoczęły się, kiedy dołączył do nas Diuk ze swoją jakże genialną wizją trasy widokowej. Nawet rower Maria Awaria „traktorek” zaprotestował, zrzucając zbędny łańcuch niczym wąż skórę. Zdecydowanie odradzamy trasę przez Pogorzyce, które powinny się raczej nazywać: Pod-Górzyce.
![]() | |
|
![]() |
| po wyprawie jesteśmy pewne, że połowa bagażu była zbędna... |
Planowana wycieczka do Dinozatorlandu okazała się zbyt śmiałym założeniem – w Zatorze byliśmy przed siedemnastą. Zabawę z dinozaurami zastąpiłyśmy zjedzeniem Diukowi kebaba. Planowo dojechać chcieliśmy do Lancokorony (genialny pomysł Diuka – nieświadomego, że wioska ta znajduje się w lesie na górce otoczonej bonusowo innymi górkami, o czym informowałyśmy go cały dzień). 4 km przed Lanckoroną, w Brodach – zachodzące słońce oraz nadchodzące egipskie ciemności wygrały nierówną walkę ze słabym oświetleniem naszych rowerów zatrzymując nas i zmuszając do znalezienia miłego miejsca na rozbicie namiotu. Miłym miejscem wydawało się pole u pana Grzegorza, 51 letniego rencisty. Wielce miły pan okazał się być fanatykiem religijnym i był nieco niezrównoważony psychicznie. Ale grzecznie potakiwaliśmy wszystkiemu co mówił, by nie wdać się w głębszą dyskusję o ‘amata amama’ oraz ‘polskie złoty’ (???). Pan Grzesiek miał jednak bardzo ciekawą stodołę, która – jak mniemamy – kryła wiele tajemnic. Udostępnił nam wiadro letniej wody, w której z chęcią się orzeźwiliśmy, postanawiając wpisać sobie tę spartańską umiejętność do CV.
![]() |
| prawdziwe oblicze hrabianek. |
![]() |
| pierwszy raz widziałyśmy te skrzynki i wielce nam się spodobały;) |
Wieczorem w namiocie, leżąc na poduszkach zrobionych z ubrań, uświadomiliśmy sobie, że nie spodziewaliśmy się, że w górach będą góry. Rowerowy trip po Europie, tak ochoczo planowany podczas jazdy z Jaworzna do Chrzanowa, został natychmiast odwołany i uznany za pomysł godny jedynie szaleńca. Karimaty zjeżdżały w dół po nierównym terenie. Obudziliśmy się połamani i źli, ponieważ o 4 rano Diuk zapomniał, że nie jest sam w namiocie i zaczął hucznie poszukiwać snickersa, a następną pobudkę zapewnił nam o 7 rano gospodarz budząc nas na mszę. (~!@#$%^&*). Podziękowaliśmy za zaproszenie próbując zasnąć chociaż jeszcze na chwilkę. Pogoda nie zapowiadała dalszego ciągu rozpieszczania.
Bilans: 84,5 km




bomba :D
OdpowiedzUsuń