Nieświadomi tego co czynić mają, przeszli znów słynną bielską kładką na drugą stronę. Na stacji benzynowej chytrze chcieli zajrzeć do mapy ale postanowili jednak zaufać miłemu Panu, który poradził przejazd autobusem linii nr 8 do stacji Szyndzielnia z przystanku po drugiej stronie. Wizja przechodzenia po raz enty kładką spowodowała nudności u każdego z nich. Czyżby w Bielsku Białej nie mieli pasów? Na szczęście kilkanaście metrów od stacji Pan dojrzał upragnioną zeberkę. Kioskarka sprzedając im bilety (1,20zł ulgowy) potwierdziła to co wcześniej usłyszeli „Jak na Czupel to od Szyndzielni musicie”. Zadowolone Hrabianki i Pan uczynili tak jak im radzono. Wsiedli i się rozłożyli jak gdyby autobus był ich własnością. Kierowca ostrzegał, że raczej jego linią na Czupel się nie dostaną ale nie jest pewien bo jako rodzony bielszczan, nie chodzi po górach. Cóż mieli zrobić… pojechali tak czy siak. Pod Szyndzielnią spojrzeli na mapę - i wszystko było nie tak. Szczyty według nich miały być w ogóle gdzie indziej umiejscowione a Czupel powinien mieć ponad 900m n.p.m., a nie niewiele ponad 600m n.p.m. Stwierdzili, że to albo stara mapa, albo na Czupel wysypano więcej ziemi. Nie mieli wyboru - trzeba było po raz kolejny się ośmieszyć i zapytać o drogę. Pan z góralskim akcentem zaśmiał się na sam ich widok. Góral okazał się jednak największym kołem ratunkowym. Pokierował Hrabianki i Pana z powrotem do centrum Bielska i tam nakazał wsiąść w jedenastkę. (CO!? Że niby znowu w stronę kładki!? – pomyśleli). Autobus, który ich przywiózł jeszcze stał...jak gdyby Pan kierowca specjalnie na nich czekał. Pojechali więc do centrum. Na drugą stronę dostali się znalezionymi wcześniej pasami. Bilety kupili w innym kiosku, bo w pierwszym Pani ich oszukała. Na autobus musieli poczekać 25min. Paniusie Hrabianki stwierdziły, że za taką podróż trzeba będzie na szczycie Czupla wzbić wielce szlachecki toast. Udały się więc do sklepu i po dłuższej debacie wybrały białe, słodkie wino i piwa dla Pana. Ekwipunek schowała Hrabianka D myśląc, że skoro niesie najmniejszy bagaż , pomoże towarzyszom. Autobus linii nr 11 zawiózł naszą trójcę do końca swojej trasy – Straconka. Na miejscu doznali jednak małego rozczarowania gdyż nie było żadnych, nawet przeterminowanych, map ani znaków gdzie są szlaki. Hrabianka A z lekkim poirytowaniem już poprosiła o pomoc kobietę zza płotu– „Za tym budynkiem znajdziecie zielony szlak. On Was doprowadzi do schroniska, którego szukacie. Szlak jest krótki, dacie młodzieży radę”. W końcu… w końcu znaleźli się na właściwej drodze do celu. Co prawda wg wcześniejszych analiz w internecie, Paniusie Hrabianki i Pan mieli iść szlakiem niebieskim, ale przecież zielony to też wielce fajny kolor jest. Nie trzeba chyba dodawać, że żadne z nich nie znało znaczenia kolorów.
![]() |
Poszli więc… po kilku metrach stromego podejścia Hrabianka D stwierdziła, że nigdy więcej nie będzie nosiła tak szlacheckiej torby wypełnionej butelkami alkoholu. Szlak zielony w stronę Czupla, pomimo że ma zaledwie 4,2km, okazał się drogą powodującą mroczki przed oczami i podchodzenie na górę od dupy strony. Szlak zmuszał ich nawet do trzykrotnego przechodzenia przez jezdnię. Minęli miniaturową wersję wodospadu Niagara napawając się niesamowitymi widokami przy zachodzącym słońcu. Zielony szlak był wciąż stromy i Paniusia Hrabianka D z taśką listonosza na ramieniu miała swoje chwile słabości. Co ona by zrobiła gdyby nie zapasy czekolady? Jedno duplo na lewą nóżkę, drugie duplo na prawą nóżkę… trzecie duplo, bo dobre jest. Pan z dużym plecakiem i Hrabianka A również nie pogardzili słodkimi przerwami.
Droga dłużyła się niemiłosiernie, a Hrabianki z nadzieją w oczach wypatrywały dachu schroniska. Całą drogę umilała im muzyka puszczana z telefonu komórkowego. Ludzie chodzą po górach by się wyciszyć… taaaaak. Nie oni. Hrabianki i Pan nawet przy wspinaczce mają disco disco party party. Po kilku przechyłach i potknięciach ujrzeli, jak się potem okazało, świetne schronisko PTTK na Magurce.
![]() |
| Magurka, 909 mnpm |
Nie wiadomo jak musieli wyglądać, że dostali kiełbaski i rozkaz ich spożycia przy ognisku. Nie wiele myśląc poszli się rozpakować a potem świętować, że dali radę. Pierwsze dwa koronne szczyty są ich! Winem i piwem Hrabianki i Pan zapijali pyszne, lekko zwęglone kiełbaski. Noc była mroźna ale absolutnie nie popsuła żadnemu z nich humoru. Tematy przy ognisku lały się jak woda. Ba… nawet o konstelacji gwiazd sobie porozmawiali. Takie ot szlacheckie i wykształcone towarzystwo.
Drugi dzień i niestety powrót. Pieczątki dostaje się w schronisku, gdyż na Czuplu nic nie zastaniecie. Nie licząc drzew i widoków oczywiście.
Pana Jarka nigdy nie zapomną - jego gościnność przerosła najśmielsze oczekiwania szlachciców. Może się jeszcze kiedyś spotkają. Jednak na pewno nie w schronisku na Magurce. Zielony szlak dał im w kość. No chyba, że Paniusie Hrabianki znajdą na mapie, którą dostały w prezencie by się już nie gubić, inny szlak prowadzący na Czupel. Przyszłość pokaże. Tymczasem… w planach naszej trójki rodzą się nowe pomysły na następne koronne szczyty.
![]() |
| deszcz chciał nam zepsuć humor... następnym razem testujemy lżejsze obuwie :) |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz